◯

Kiedy kot opłakuje mysz, nie bierz tego na poważnie

2019/03/31

Choćby własnego kolana, ale się poradź (przysłowie japońskie)





Naukowcy i projektanci z Instytutu Nauki Sportu ASICS w Kobe przez ponad 2 lata pracowali nad „rewolucyjnym” obuwiem biegowym, dzięki któremu o 20% zminimalizowany został ruch w stawie skokowym, tj. tam, gdzie  w czasie biegu energia jest najbardziej wydatkowana. Nowy model butów jest brzydki jak noc (jak zresztą wszystkie inne buty tej marki). Ale jeszcze brzydsze są dziury w prawie funkcjonującym w Japonii, z powodu których na ryzyko przedwczesnej utraty sprawności stawów narażeni są nawet ludzie ze sportem niemający nic wspólnego. 

Otóż chodzi o hałas powodowany przez pojazdy. Niby normalna sprawa, bo przecież większość pojazdów do cichych nie należy, w przeciwieństwie do Lexusów od japońskiego koncernu motoryzacyjnego Toyota Motor Corporation. Tylko że w Japonii nie obowiązują limity czasowe parkowania z włączonym silnikiem, co samolubnie wykorzystują zwłaszcza kierowcy dużych pojazdów dostawczych, w tym cała masa tzw. tirów. Przerwy na odpoczynek robią sobie zwykle na parkingach przy sklepach kombini, bardzo często znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie budynków mieszkalnych. Niemal każdy taki parking ma zresztą wymalowane miejsca specjalnie pod ciężarówki. Kierowcy zajeżdżają tam na kilka-kilkanaście godzin i hałasują silnikami nawet w nocy. Miałam okazję przekonać się osobiście i w pewnym miejscu naliczyłam 11h (słownie: jedenaście) ciągłego warkotu aż 7 ciężarówek zaparkowanych jednocześnie w tym samym obszarze zabudowanym. Stosunkowo młodzi gospodarze domu nie mieli pojęcia, że ich problemy ze stawami  mogą być spowodowane właśnie przez to, że są narażeni na ustawiczny hałas wywoływany zaledwie kilka metrów od ich domostwa  oraz przez to, że mu nie przeciwdziałają. Ich sąsiedzi zresztą też nie. Nicnierobienie jest dość charakterystyczne dla Japończyków, większość woli ścierpieć niż zwrócić uwagę lub poszukać pomocy. 

Hałas to jedno, dodatkowym obciążeniem dla samopoczucia i zdrowia człowieka jest stała lub częsta ekspozycja na spaliny samochodowe. Lista skutków, jakich spodziewać się można prędzej lub później, jest długa. W tym:

1. senność
2. bezsenność
3. osłabienie uwagi
4. osłabienie pamięci
5. zawroty głowy
6. bóle głowy
7. migrena
8. kołatanie serca
9. irytacja, obniżony nastrój, stany depresyjne
10. schizofrenia, nerwica
11. choroba Alzheimera
12. zmiany w mózgu jak po ciężkich narkotykach
13. alkoholizm
14. uszkodzenie nerek
15. problemy skórne
16. niepłodność
17. uszkodzenie płodu
18. drętwienie nóg i dłoni
19. astma
20. przewlekła obturacyjna choroba płuc
21. pylica płuc
22. zaburzenia ciśnienia krwi
23. zaburzenia sercowo-naczyniowe 
24. zwyrodnienie mięśnia sercowego
25. zawał mięśnia sercowego
26. udar
27. zakrzepica
28. miażdżyca
29. zmiany w morfologii krwi
30. nowotwory

Rekreacja i aktywność fizyczna w miejscach narażonych na emisję spalin samochodowych powinna być tak mała, jak to tylko możliwe, każdy bowiem wysiłek fizyczny zwiększa absorpcję spalin. Czytaj: w opisanych warunkach koszenie trawnika, pielenie ogrodu, a nawet gimnastyka w czterech ścianach to już ryzyk-fizyk, gdyż domy japońskie z różnych powodów nie są tak szczelne, jak polskie, nawet pomimo zastosowania nowej technologii (przykładowo: podwójnych szyb w oknach). 

Gdy ktoś kupuje dom lub buduje się obok sklepu należącego do bardzo popularnej sieci, cóż, jego wybór. Lecz co w sytuacji, gdy dom stawia się w miejscu nieprzeludnionym, zacisznym, po uprzednim sprawdzeniu w odpowiednich instytucjach planów zagospodarowania okolicy na bliższą i daleką przyszłość  a mimo wszystko pewnego dnia, po powrocie z podróży zastaje niemal pod nosem nowe kombini z wielgaśnym parkingiem, na którym tirowcy już się rozgościli na dobre?... Pewnie nico, gdybym była Japonką. Lecz, cytując hasło popularne w internetach, I am Polish and I don't keep calm.

Zaczęłam od sprawdzenia, czy naprawdę japońskie przepisy prawne nie nakładają na kierowców obowiązku wyłączania silnika po ściśle określonym czasie ani trzymania się na dystans od budynków mieszkalnych. Przecież w Polsce prawo w tym zakresie jest twarde. Nie dowierzałam, więc dowiadywałam się po kolei: u kierownictwa sklepu, na stronach internetowych odpowiedniego ministerstwa, w ratuszu miejskim, na policji, a nawet w ambasadzie. Odpowiedź wszędzie ta sama: przepisy prawne tej kwestii nie regulują. Na parkingach stawia się tablice z sugestywnymi obrazkami oraz pisemnymi prośbami do kierowców, aby byli uprzejmi nie kopcić i nie hałasować, ot i wsio. No szok.

Tylko spokojnie. Tylko spokojnie. Burza mózgu i do dzieła. 

Odszukałam stronę kontaktową centrali sieci, do której przynależy sklep, ten, co jak spod ziemi wyrósł nam w pobliżu. Mąż opisał sytuację i wystosował uprzejmą prośbę o rozwiązanie problemu. Po miesiącu wciąż nie było reakcji, co niespecjalnie mnie zdziwiło, przywykłam już bowiem do faktu, że w Japonii często bardziej opłaca się być nie-Japończykiem i komunikować się po nie-japońsku, gdy usiłuje się załatwić ważną sprawę. Pierwszeństwo T. oddałam z szacunku, to On jest głową rodziny, no i był moją gwarancją na potem (żonę rodowitego Japończyka traktuje się łaskawiej). Przejęłam sprawę w swoje ręce, poszły konie po betonie.

Łatwo nie było, wszystko ciągnęło się niemal przez rok. W tym okresie centrala i ja wymieniliśmy łącznie 39 mejli. Na moje pierwsze, utrzymane w tonie oficjalnym nie odpisywano albo mnie grzecznie zbywano. Podejście zmieniło się, gdy nadal kulturalnie, lecz już bez ogródek zaczęłam pisać, że zdumiewa mnie rozdźwięk pomiędzy realiami a tym, jak ten kraj postrzegany jest na świecie. Że gdzie te osławione honorowość i poczucie odpowiedzialności społecznej. Że gdzie poszanowania dla własnego rodaka, który uczciwie i ofiarnie pracuje na rzecz ojczyzny, a teraz nawet wyspać nie może się w normalnych warunkach, oraz dla jego żony, która z poświęceniem wspiera go w tej patriotycznej powinności. Że nie szanuje się zdrowia ludzi, mimo iż rząd japoński już robi podchody, by pracowali jak najdłużej i na emeryturę przechodzili dopiero od 72 roku życia. Że swoimi decyzjami biznesowymi z góry obciąża się przyszłych podatników oraz cały system opieki medycznej. Że nie myśli się perspektywicznie i naraża swoją firmę na problemy wizerunkowe oraz finansowe, gdy w przyszłości trzeba będzie spotkać się na drodze sądowej, jeżeli nasze zdrowie posypie się z ewidentnej przyczyny (tu trochę blefowałam, gdyż oboje z T. wbrew pozorom zdecydowanie wolimy spokój).

W międzyczasie przyszło mi na myśl, czy mnie aby rychło nie zaciuka nasłana yakuza :D

Yakuza czy nie yakuza, wyszło na to, że wzbudziłam respekt. Szczególnie z chwilą, gdy dałam do zrozumienia, że jako Polka z wykształceniem odebranym na 2 państwowych uniwersytetach i wiedzą po części medyczną (z uwagi na charakter studiów) pomimo szczerego szacunku do ludzi pracy, do pracowników danej sieci oraz piekielnych tirowców oczywiście też, nie przyjmuję do wiadomości japońskiego shouganai – i weźta się tam ogarnijta, bo siara.

W efekcie poproszono nas z Mężem o 2 spotkania grupowe z przedstawicielami centrali, kierownictwem rzeczonego sklepu, osobą odpowiedzialną za sklepy w całym naszym regionie (zamieszkanym przez ponad 40 milionów ludzi) oraz właścicielką gruntu, na którym wybudowano parkingowe jajo-niespodziankę. Przyjechano do nas do domu i było trochę śmiesznie, zwłaszcza leciwa pani od wydzierżawionego gruntu patrzyła na mnie jak na osobliwe zjawisko.

Koniec końców, lokalizację parkingu zmieniono tak, że już nam w ogóle nie wadzi. Zwyczajnie-niezwyczajnie wydzierżawiono i odpowiednio przystosowano kawał ziemi z innej strony sklepu. Nie zrezygnowano jednak z dotychczasowej miejscówki, tyle że w estetyczny sposób uniemożliwiono tam parkowanie, po ówczesnym uzgodnieniu z nami szczegółów. 

Ziemia w Japonii jest okropnie droga, czy więc tej firmie opłacało się dokonać kosztownych zmia„pod” jedną rodzinę? Najwyraźniej tak. Ma w posiadaniu multum sklepików w całej Japonii, wszystkie pracują na okrągło (24/7), a ten konkretny w naszym mieście dodatkowo korzysta na tym, że niedawno gdzieś tam oddano do użytku nową dojazdówkę do autostrady.

Czy nam opłacał się duży wydatek energii? Niepotrzebne pytanie. No i niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój honor mają.

Po sfinalizowaniu sprawy pojechaliśmy z T. na miejscową komendę policji, aby podziękować za kilkumiesięczne wsparcie. To tam kiedyś podpowiedziano nam, aby robić dokumentację sytuacji na parkingu, oraz zaproponowano, żeby dzwonić po patrol za każdym razem, gdy kierowców szczególnie poniesie (zwłaszcza kierowców aut-chłodni, które hałasowały najokropniej). I patrole rzeczywiście przyjeżdżały. Policjanci najpierw spisywali numery, następnie budzili kierowców, prosili o wyłączenie silników. Dodatkowo zwracali uwagę, że zaledwie kilkaset metrów dalej w jedną i drugą stronę są inne parkingi przy podobnych sklepikach, ale bez sąsiedztwa gospodarstw domowych.

Z myślą o najmłodszych policjantach przygotowałam szczegółowe sprawozdanie na piśmie, do którego załączyłam pendrive ze zdjęciami i nagraniami z minionego okresu, ilustrującymi powagę sytuacji. Pomyślałam, że te materiały mogą jakoś przydać się im w karierze. Zasługują, ich postawa bywała wręcz rozczulająca. Na przykład pewnej nocy komunikacja odbyła się drogą okrężną, gdy zamiast z dyżurnym miejscowym połączyło mnie z dyżurnym prefekturalnym. Chyba faktycznie mało kto dzwoni z prośbą o taką interwencję, ponieważ zdawał się nie rozumieć, o co mi właściwie chodzi. Po kilku próbach wyjaśnienia dałam sobie spokój, nie chciałam blokować linii, w końcu od hałasu i spalin się nie umiera, w każdym razie nie od razu :P Powiedziałam, że dobra, nieważne, podziękowałam za poświęcony czas i rozłączyłam się. Nie minęło 10 minut, a rozległ się dzwonek u drzwi. Jako że był środek nocy, nie reagowałam, na dół zeszłam dopiero wtedy, gdy rozległo się nawoływanie po nazwisku – okazało się, że zdezorientowany dyżurny na wszelki wypadek zadzwonił do lokalsów i ci przyjechali sprawdzić, czy wszystko w porządku. Tych policjantów widziałam po raz pierwszy, ale w ogóle nie okazywali zdziwienia albo irytacji. Jeden standardowo już przeszedł się na parking i zaprowadził tam ciszę, zaś drugi, z wyglądu chyba ledwo po szkole albo wręcz stażysta, zaczął mi pokazywać na migi – :) – że teraz już w spokoju będę mogła dospać powrotu męża z podróży służbowej. 

Ten sam patrol przyjechał jakiś czas później bez wezwania, w biały dzień. Tylko po to, aby podziękować za podziękowania oraz zwrócić pendrive, z którego zgrano sobie zawartość. Welcome to Japan.