◯

Kiedy kot opłakuje mysz, nie bierz tego na poważnie

2018/05/20

Ale to już było



USA, Floryda. List z propozycją spotkania do mojego Męża od Jego nauczyciela języka angielskiego. Nie widzieli się od ponad 10 lat. Amerykanin o szkockich korzeniach jest żonaty z Japonką, która zdawała się być już mało japońska. Z mojej strony testowania nowej znajomości (z którą pani Japonka wiązała duże nadzieje) na prawie pierwszy ogień poszedł bieżący temat Przedsiębiorstwa Holocaust, żydowskich roszczeń wobec Polski i dopiero co zamieszczonego w sieci przez pewną fundację z USA oszczerczego nagrania wymierzonego przeciwko Polsce. Trochę po bandzie, lecz cóż, skoro Ojczyzna na celowniku. Obowiązek patriotyczny spełniony. Zaskoczenia, mimo wszystko, nie było: żadnych emocji i mimo potoku jej słów nawet nie wiem, czy ma swoje zdanie na ten temat. Pożegnałyśmy się grzecznie i obie z ulgą ;)




Wracając do rzeczywistości: Wielkimi krokami zbliżają się letnie igrzyska olimpijskie zaplanowane na 2020 r. Baseball i softball oglądać będzie można w prefekturze Fukushima (frycowe za dołączenie do programu olimpijskiego?). Pod okiem kamer z całego świata odbyło się już co najmniej jedno żenujące przedstawienie z tzw. osobowością telewizyjną w roli głównej. Uśmiechnięty Japończyk publicznie zajadał się jakoby zupełnie niegroźnymi fuku-warzywami. Kiedyś, po pierwszych fatalnych wydarzeniach w elektrowni atomowej, podobną postawę reprezentował popularny w Fuji TV Norikazu Ōtsuka, po czym media donosiły, że zapadł na ostrą białaczkę limfoblastyczną: TV-Star erkrankt an akuter Leukämie. Przypadek? Być może. W każdym razie teraz produkty stamtąd oraz sąsiednich prefektur mają być promowane aż do zakończenia olimpiady, a zagraniczni inspektorzy, którzy przybyli wybrać maskotki i takie tam, załapali się nawet na „przedpromocję” podczas oficjalnej kolacji. Nic, tylko zlatywać tu za nimi. Albo lepiej nie: Uranium Dioxides and Debris Fragments Released to the Environment with Cesium-Rich Microparticles from the Fukushima Daiichi Nuclear Power Plant (2018 r.) — ten i pozostałe linki to tylko przykłady, oczywiście, źródeł do wyszukania na własną rękę jest dużo więcej. 




Do programu olimpijskiego nie dostał się japoński sport narodowy, jakim jest sumo. No i bardzo dobrze. Gdy podczas niedawnych zawodów gdzieś w prefekturze Kioto zasłabł burmistrz wygłaszający powitanie z dohyō, czyli opasanego kołem ze słomy ryżowej pola walki, w reakcji na nieudolność mężczyzn rzuciło się mu na pomoc kilka kobiet. Reanimowały urzędnika, a w tym czasie przez głośniki wzywano je do natychmiastowego opuszczenia tego miejsca — według tradycji kobiety nie mają prawa wstępu na święty ring. Te wykazały się odwagą po wielokroć: w imię zdrowo pojmowanej hierarchii wartości świadomie naraziły się na niezadowolenie innych; mogły oberwać poduszką od potencjalnych, rozzłoszczonych ortodoksów z widowni (poduszki służą tam do siedzenia i do rzucania nimi w zawodników albo sędziów); poza tym sędziowie ringowi symbolicznie noszą przy sobie sztylety tantō, na dowód, że traktują swoje zajęcie z najwyższą powagą i że w razie czego są gotowi odebrać sobie życie — ale gdyby któregoś krew zalała nie dosłownie, a w przenośni, to różnie mogło się skończyć, kłania się azjatycki pociąg do ostrzy i porywczość, Japończycy są niczym ich kami, posiadają 2 odmienne oblicza, bynajmniej nie tylko łagodne. Ostatecznie kobiety nie dały się stamtąd od razu przepędzić oraz nikt nie umarł.